Żegnaj platyno – dlaczego nie lubię trofeów i osiągnięć

Trofea lub Osiągnięcia, zależnie od preferowanego systemu, to nagrody za szczególne dokonania, które udaje nam się zrealizować w trakcie gier. Dobrze zaprojektowany system pomaga wydłużyć życie gry i zachęcić do bardziej szczegółowego zaangażowania się w tytuł. Natomiast dla kogoś takiego jak ja, któremu na osiągnięciach nie zależy, jest to bardzo nieskuteczna forma wyłudzania czasu. Czasami owszem, trafia się tytuł tak wybitny, że kusi mnie zdobycie kompletu trofeów, ale jednak jest w nich coś nieodłącznie odpychającego. Poniżej znajdziecie sześć rodzajów osiągnięć, które utwierdzają mnie w mojej niechęci.

Zaznaczam przy tym, że poniższa lista to tylko moje prywatne poglądy i nie widzę w tym niczego złego, jeżeli dla Was są one wartościowe i czerpiecie satysfakcję z ich zdobywania!

6. Minigierki

Lubię gry. Ale nie lubię, kiedy w mojej grze znajduje się inna, gorsza gra, służąca jako zabijacz czasu. Pal licho, jeśli jest nieobowiązkowa i mogę ją olać. Gorzej, jeśli jest wymagana fabularnie (nawet przez chwilę, tak jak w Knights of the Old Republic i nieszczęsne wyścigi), a do tego można w niej dostać trofea. Tak, Wiedźminie, patrzę właśnie głównie w Twoim kierunku. 

Wiem, że wielu graczy uważa Gwinta za cudowną grę, za czym przemawia chociażby sam fakt, że doczekała się ona osobnego wydania czy nawet rozbudowania w postaci gier Gwint i Wojna Krwi. Mnie nigdy nie potrafiła usidlić na dłużej, niż siedem minut. I choć przez krótką chwilę kusiło mnie zawalczyć o platynę, to odechciewa mi się grać, gdy widzę, że w Wiedźminie są trofea za zdobycie wszystkich kart, albo za pokonanie przeciwnika konkretnym zestawem tychże. Musiałbym poświęcić na to o wiele więcej czasu na samą minigierkę, niż byłoby to dla mnie przyjemne, a nawet akceptowalne.

5. Znajdźki

Ezio Auditore spoglądający na panoramę miasta

Zwiedzanie świata gry potrafi być niemal tak samo satysfakcjonujące jak granie, zwłaszcza, kiedy pełno w nim treści i wirtualnego życia. Nie lubię jednak, kiedy eksplorując ten świat gra oczekuje, że będę zaglądał pod każdy kamień i wspinał się na każdy dach w poszukiwaniu znajdziek. Czy to felerne piórka w Assassin’s Creed 2, czy też Trofea Riddlera w Batmanie, jednocześnie wywołują one we mnie irytację jak i ponure rozbawienie. Każda z tych gier oferuje dużo bardziej satysfakcjonujące zadania niż szukanie pochowanych fantów. 

Gdy byłem młody, głupi i miałem dużo wolnego czasu, okazjonalnie zdarzało mi się, że dawałem się namówić na te poszukiwania, ale konieczność wspomagania się mapami czy filmikami z lokalizacją znajdziek to już przegięcie. Może gdyby nagroda za ich zdobycie była bardziej namacalna, miałbym inne podejście, ale skoro nie dają one żadnej satysfakcji, a do tego – tak jak w Batmanie – odcinają część fabuły dopóki nie znajdziesz absolutnie wszystkich? Bardzo nieładne posunięcie.

4. Multiplayer w grze dla jednego gracza

Nie mam szczególnych preferencji, lubię zarówno gry dla jednego gracza jak i potyczki sieciowe. Czasami gry łączą jedno z drugim i choć nie ma w tym niczego złego, tak zdarza się, że twórcy gry dedykowanej dla jednego gracza umieszczają trofea w trybie dla wielu graczy. Cóż za pokręcony umysł wpadł na taki pomysł?! 

Wiedzieliście, że taki Tomb Raider czy Batman: Arkham Origins mają tryb sieciowy? Ja też nie wiedziałem, dopóki nie zacząłem się przygotowywać do napisania tego tekstu. A teraz wyobraźcie sobie, że chcecie zdobyć platynę w takiej grze, niestety, premierę miała już dawno temu, a serwery sieciowe nie działają. Ups?

3. Grind

Zawsze uważałem, że trofea i osiągnięcia powinny być nagrodą za wyjątkowe dokonania. Nie takie, które wymagają długoterminowego farmienia, tylko takie, które wymagają umiejętności i znajomości mechaniki gry. Wiem, że zrobiłem coś wyjątkowego, kiedy dostanę trofeum za walkę z bossem bez otrzymania obrażeń lub pokonanie kilku przeciwników w krótkim czasie. Takie trofeum daje poczucie, że jestem dobry w tej grze.

Trofeum za zabicie 10 000 przeciwników w trybie online Gears of War? Zabicie 53 594 zombiaków w Dead Rising? Za zebranie pierdyliona jednostek surowców? Jedyne, co w tym jest imponującego, to ilość czasu na to przeznaczona, ale nie wiem, czy to coś, z czego ja czułbym się dumny.

2. Random Number Generator

Oficjalny art z gry Remnant From The Ashes. Łowca walczy z potworami za pomocą miecza.

Znalezienie unikatowego przedmiotu w grze potrafi dać ogromnego kopa. Gorzej, jeżeli przedmiot jest tak wyjątkowy, że można go nie znaleźć w trakcie gry, choć wiesz o jego istnieniu. Jeszcze gorzej, gdy jest za to trofeum. Coś takiego można znaleźć chociażby w Remnant: From The Ashes.  Większość treści w tej grze jest generowana losowo, nie inaczej jest także ze znajdźkami. Jedno z trofeów, o adekwatnej nazwie Precious, wymaga znalezienia pierścionka na jednej z początkowych map gry. Niestety nie pojawia się on w jednym konkretnym miejscu, nie wypada także po pokonaniu konkretnego przeciwnika. Może, ale nie musi, zostać losowo wygenerowany w dowolnym miejscu na mapie. Jeżeli pech by tak chciał, że nie znajdzie się tego pierścionka do momentu ukończenia mapy, trzeba zresetować lokację i każdy kąt przeczesać raz jeszcze. Mojemu przyjacielowi (siema Aru!) zajęło coś około dwudziestu prób, zanim ten chędożony pierścień był łaskaw się wreszcie pojawić.

1. Postępy w fabule

Wspomniałem powyżej, że dla mnie trofea powinny być nagrodą za coś wyjątkowego. Wiecie, co nie jest wyjątkowe? Granie w grę. Nie rozumiem trofeów, które otrzymujemy za przejście misji, ukończenie etapu, a już zupełnie najgorzej – wciśnięcie przycisku. Osobiście zawsze odnoszę wrażenie, że to takie protekcjonalne podejście twórców, a zdobyte w ten sposób trofeum to zwykła nagroda za uczestnictwo.

Naprawdę nie uważam, żeby ukończenie misji było warte nagrody. Przecież to, że zagram w grę to najniższe z możliwych oczekiwań. Rozumiem ukończenie misji na wysokim poziomie trudności, czy w jakichś wyjątkowych okolicznościach. Rozumiem trofeum za ukończenie gry. Ale jakoś no… nie trafia do mnie trofeum tylko za to, że gram w grę. Umniejsza to w moim odczuciu i tak niską wartość tych wirtualnych punktów.

A jakie Wy macie podejście do osiągnięć i trofeów? Traktujecie je jako miły dodatek do rozgrywki czy wręcz obowiązkowo walczycie o pełen komplet w każdym tytule?

Zdjęcia: 1 2 3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.